Dokumenty
Faktury, zamówienia, umowy i skany. System odczytuje treść, wyciąga potrzebne pola i wprowadza je tam, gdzie trafiały ręcznie. Rzeczy niepewne trafiają do akceptacji, a nie do bazy.
Automatyzacja procesów
Praca, którą ktoś w Twojej firmie wykonuje w kółko: przepisuje dane między systemami, składa raporty, przekłada maile do arkusza. To da się zdjąć z ludzi.
Automatyzacja opłaca się tam, gdzie proces jest powtarzalny i ma zasady. Faktura zawsze trafia w to samo miejsce, zapytanie zawsze wymaga tych samych trzech informacji, raport zawsze powstaje z tych samych danych. Takie rzeczy zdejmujemy z ludzi w całości. Tam, gdzie każdy przypadek wymaga osądu, budujemy podpowiedzi zamiast automatu, bo automat udający decyzję jest gorszy niż jej brak.
Faktury, zamówienia, umowy i skany. System odczytuje treść, wyciąga potrzebne pola i wprowadza je tam, gdzie trafiały ręcznie. Rzeczy niepewne trafiają do akceptacji, a nie do bazy.
Sklep, CRM, magazyn, księgowość i arkusze przestają być osobnymi wyspami. Dane płyną w jedną stronę, z jasną zasadą, który system jest źródłem prawdy.
Zestawienia, które ktoś dziś składa ręcznie w poniedziałek rano, powstają same i trafiają tam, gdzie mają być: na maila, do arkusza albo na kanał zespołu.
Zapytania z formularzy, skrzynki i komunikatorów trafiają do właściwej osoby, opisane i z priorytetem. Nic nie leży, bo ktoś był na urlopie.
To nie są przykłady teoretyczne. To rzeczy, które w firmach zajmują kilka godzin tygodniowo i nikt ich nie lubi robić.
Zamówienie przychodzi mailem, ktoś otwiera, czyta, przepisuje do systemu. Przy dziesięciu dziennie to godzina pracy i regularne literówki. Automat czyta wiadomość, wyciąga pozycje i tworzy dokument, a człowiek tylko potwierdza.
Ktoś wchodzi w trzy systemy, kopiuje liczby do arkusza, formatuje i wysyła. Co tydzień to samo. Raport może powstawać sam w nocy z niedzieli na poniedziałek i czekać gotowy w skrzynce.
Formularz wysyła maila na wspólną skrzynkę, gdzie zapytanie czeka, aż ktoś je zauważy i uzna za swoje. Automat rozpoznaje temat, przypisuje właściwej osobie i pilnuje, czy ktoś odpowiedział.
Rozbieżności między systemami wychodzą zwykle wtedy, gdy jest już problem. Automat porównuje je codziennie i zgłasza różnice, zanim zobaczy je klient.
Nie ma sensu zaczynać od pytania „co da się zautomatyzować”. Lepsze pytanie brzmi: gdzie już teraz coś zgrzyta. Poniżej sygnały, które w praktyce najczęściej oznaczają, że jest co zdejmować.
Zamówienie wpisywane jest do systemu, potem do arkusza, potem do wiadomości dla magazynu. Każde przepisanie to czas i szansa na błąd, a rozbieżności wychodzą zwykle wtedy, gdy klient już dzwoni z pretensją.
Jeśli faktury, raporty albo uzupełnianie CRM-u robi się „jak będzie chwila”, to znaczy, że w normalnych godzinach nie ma na to miejsca. To nie jest problem organizacji czasu, tylko sygnał, że proces przerósł liczbę rąk.
Kiedy tempo odpowiedzi zależy od tego, kto akurat jest w pracy, zapytania leżą po kilka dni. Przy sprzedaży, gdzie liczy się kto odpowie pierwszy, to jest bezpośrednio utracony przychód.
Brak tej liczby zwykle nie wynika z niechlujstwa, tylko z tego, że dane są rozrzucone po systemach i nikt nie ma czasu ich zestawić. Automatyzacja raportowania często jako pierwsza pokazuje, gdzie naprawdę uciekają pieniądze.
To najczęstszy moment, w którym do nas trafiają. Zanim zatrudnisz kogoś do pracy, której nikt nie chce wykonywać, warto policzyć, ile kosztowałoby zrobienie tego raz, a dobrze.
Automatyzacja wygląda inaczej w gabinecie, w hali produkcyjnej i w sklepie internetowym. Poniżej to, co w każdym z tych miejsc pojawia się najczęściej.
Gabinety, kancelarie, biura rachunkowe, agencje. Wąskie gardło to zwykle obsługa zapytań i umawianie terminów: dużo krótkich interakcji, które przerywają pracę merytoryczną. Zdejmujemy z ludzi umawianie, przypominanie i wstępną kwalifikację, zostawiając im rozmowy, które faktycznie wymagają wiedzy.
Zamówienia przychodzą mailem w kilkunastu różnych formatach, każde trzeba przeczytać i wprowadzić. Do tego zapytania ofertowe, potwierdzenia terminów i uzgadnianie stanów magazynowych. Tu największy zwrot daje odczytywanie dokumentów i przepływ danych między systemem handlowym a magazynem.
Powtarzalne pytania przed zakupem, statusy przesyłek, zwroty i reklamacje, aktualizacja opisów oraz cen. Ruch jest duży, a większość spraw jest do siebie podobna, więc automatyzacja odciąża obsługę najszybciej i najbardziej odczuwalnie.
Najczęściej łączymy to, co polskie firmy faktycznie mają na biurku: systemy handlowo-magazynowe i ERP, oprogramowanie księgowe, CRM-y, platformy sklepowe i marketplace'y, skrzynki pocztowe, kalendarze oraz komunikatory, przez które przychodzą zapytania. Po stronie branżowej zdarzają się systemy gabinetowe, rezerwacyjne i produkcyjne, gdzie dostęp bywa trudniejszy i to on wyznacza tempo projektu. Zasada jest jedna: nie zmuszamy Was do porzucenia narzędzia, które działa, tylko sprawiamy, żeby przestało być osobną wyspą.
Narzędzia typu Zapier i Make świetnie łączą aplikacje, które mają gotowe integracje, i do prostych przepływów są w zupełności wystarczające. Problem zaczyna się przy trzech rzeczach: kiedy Wasz system branżowy nie ma gotowego konektora, kiedy w procesie trzeba coś zrozumieć, a nie tylko przenieść (odczytać treść faktury, ocenić zapytanie), oraz kiedy liczba operacji rośnie i abonament za nie zaczyna przewyższać koszt własnego rozwiązania. Wtedy budujemy to po swojemu. Jeśli Wasz przypadek zamyka się w gotowym narzędziu, powiemy to na audycie zamiast sprzedawać projekt.
Koszt wyznacza przede wszystkim liczba systemów, które trzeba połączyć, i to, czy mają API. Integracja z popularnym CRM-em a integracja ze starszym oprogramowaniem branżowym bez dokumentacji to dwa różne projekty. Drugi czynnik to czy w procesie potrzebne jest odczytywanie dokumentów lub obrazu, bo to zwykle podnosi koszt dwu- do trzykrotnie. Wycenę dostajesz na piśmie po audycie.
Jeśli proces zdarza się kilka razy w miesiącu, koszt budowy nie wróci. Jeśli za każdym razem wygląda inaczej, najpierw trzeba go opisać, bo automat utrwali niespójność zamiast ją naprawić. I jeśli proces ma zniknąć za pół roku przy zmianie systemu, lepiej poczekać. Mówimy to na audycie, zanim wystawimy ofertę.
Zwykle nie i domyślnie tego nie proponujemy. Budujemy wokół tego, co już działa, bo migracja systemu to osobny projekt z własnym ryzykiem, a firma musi w tym czasie pracować. Jeśli jakieś narzędzie faktycznie blokuje sensowną automatyzację, powiemy to na audycie razem z kosztem obu wariantów, ale decyzja jest po Twojej stronie.
To częsta sytuacja przy starszym oprogramowaniu branżowym. Zwykle istnieje inna droga: eksport i import plików, dostęp do bazy danych, integracja przez pośrednika. Bywa też, że dostawca ma API, o którym nikt w firmie nie wie, bo nie jest opisane w materiałach handlowych. Sprawdzamy to na audycie, zanim cokolwiek wycenimy, bo to właśnie ten czynnik najmocniej rozstrzela koszt.
My, w ramach opieki. To nie jest opcjonalny dodatek do faktury: oferta się zmienia, pojawiają się nowe przypadki, dostawcy zmieniają API. Systemy bez opieki po kilku miesiącach zaczynają się mylić i wtedy w firmie zapada wniosek, że automatyzacja nie działa. Po Waszej stronie potrzebna jest jedna osoba do kontaktu, realnie na godzinę w miesiącu.
Zależy od zakresu i ustalamy to na początku, nie na końcu. Część rozwiązań da się poprowadzić tak, że dane nie opuszczają Waszej infrastruktury. Tam, gdzie korzystamy z usług zewnętrznych, dostajecie na piśmie listę: jaki dostawca, jakie dane, gdzie przetwarzane i na jakiej podstawie. Jeśli branża narzuca ograniczenia, projektujemy pod nie od razu.
Najwięcej na początku i to nie do uniknięcia: ktoś musi nam pokazać, jak proces przebiega naprawdę, a nie jak wygląda w procedurze. To zwykle dwa do czterech spotkań. Później dochodzą dostępy do systemów i odbiór testów. W trakcie budowy zaangażowanie jest niewielkie, ale te pierwsze rozmowy decydują o tym, czy wdrożenie się uda.
Projektujemy ją tak, żeby wątpliwe przypadki szły do człowieka zamiast do bazy. Rzecz, której system nie jest pewien, trafia na listę do akceptacji, a nie po cichu do systemu. Do tego dochodzi log każdej operacji, więc da się odtworzyć, co i kiedy zostało zrobione. Automatyzacja bez tych dwóch rzeczy jest szybsza we wdrożeniu i znacznie droższa w skutkach.
65 minut, bez prezentacji handlowej. Przechodzimy przez to, co Twój zespół robi ręcznie i jak często. Wychodzisz z listą procesów uszeregowanych według tego, ile realnie kosztują.
Umów konsultację